niedziela, 7 czerwca 2015

Pierwsza część dłuższej historii

Hej! Dziś mam dla Was pierwszy odcinek dłuższej historii. Opowiada ona o dwóch przyjaciółkach z gimnazjum z różnych środowisk, które połączy misja pomocy jednej z nich. Co z tego wyjdzie? Zobaczycie dalej. Co sądzicie o przyjaźni? Macie takiego przyjaciela, dla którego zrobilibyście wszystko? 
Wszystkie imiona "wyciągnięte z kapelusza", pierwsze jakie przyszły mi do głowy. Zapraszam do lektury i oceny :)




Dajesz mi niepokorne myśli, niepokoje.
Tyle ich wciąż masz, kochana.
Nie myśl, że nie miniemy nigdy się
Choć łatwiej razem iść pod wiatr.
(R. Przemyk, K. Nosowska, "Kochana")

ODNALEŹĆ SIEBIE (tytuł roboczy)- cz. I


Zbawczy dzwonek wyrwał grupę gimnazjalistów z sali grozy.
-Zaraz, zaraz. Dzwonek jest dla nauczyciela, nie dla ucznia!-Wykrzyknęła antypatyczna chemica. Wtedy potworny Janek, któremu ostatnio polonistka na lekcji zarekwirowała tablet (był wtedy prawdziwy płacz i zgrzytanie zębów, Janek wybuchnął płaczem, był cały czerwony na twarzy i spazmatycznie wciągał powietrze, ale nikt się z niego nie śmiał, warto było się z nim kumplować, bo zawsze stawiał)dzieciak chodząca beka, syn producenta telewizyjnego, wypowiedział te słowa:
-To se go weź do domu!
Ci, którzy jeszcze nie zdążyli uciec, ryknęli śmiechem. Janek, największy kozak w klasie. Był fajniejszy od Patryka, bo tamten to był taki typowy dres, patola. Janek miał klasę i kasę. Kiedy w piątek zrywali się z dwóch wuefów i szli do KFC, zawsze stawiał. I zawsze też można było zrobić sobie z nim selfie. Co więcej, Janek później Cię na tym oscarowym selfie oznaczał na Facebooku, więc wszyscy wiedzieli, że z nim byłaś w KFC.
Chemica podeszła do rozpuszczonego dzieciaka, położyła mu rękę na ramieniu i oświadczyła:

-Przyjdziesz tu jutro z ojcem. Już piszę ci uwagę.

-Co pani robi, to jest naruszenie nietykalności cielesnej, proszę mnie nie dotykać. Wam nie wolno... Na to są paragrafy- Stawiał się dalej Janek.

Marta też chciała jak najszybciej się stamtąd wydostać. Jej jednej nie kręcił Janek i selfie z nim w KFC. Nie obchodziła go także awantura w jego wykonaniu. Wrzuciła do torby zeszyt i cisnęła długopis. Klaudia wpatrywała się z nią z uwielbieniem, jak zwykle. Wczoraj rzuciły sobie nową farbę na włosy (na hennę rodzice Klaudii wyrazili zgodę, a matka Marty jak zwykle miała to wszystko gdzieś, całowała się wtedy z Jackiem, gniotąc w popielniczce kolejnego peta) i wyglądały jeszcze bardziej jak siostry. Chciały zrobić sobie sesję w szkole. Smartfonem Klaudii. Marta też chciała smartfona, ale matka, tuląc się do Jacka przed telewizorem, zachichotała: „To se zarób”. Klaudii rodzice tak nie mówili. Kupili go jej za wyniki w nauce. Liczyli na to, że córka pójdzie w ich ślady, a wykładali na Uniwersytecie Warszawskim. Tata zajmował się językiem polskim, mama- literaturą. Marty rodzina była inna. Tak inna. Czworo rodzeństwa, każde miało innego ojca. I matka. Aktualnie z Jackiem, który nie pracował. Sama też nie pracowała. Nigdy. Marta miała brata Tadka, który miał dwadzieścia jeden lat, z czego część spędził w poprawczaku za jakąś bójkę z użyciem noża. Później, mając na głowie kuratora, wreszcie zajął się uczciwą pracą. Najpierw wykładał towar w markecie, obecnie pracował w klubie dla studentów, który dziś był raczej speluną. Żywił się papierosami i energetykami, a Marta prawie go nie widywała, gdyż jeśli nie pracował w klubie (ciągle spóźniali się z wypłatą), to siedział na siłowni. Miała też siostrę Paulinę, która skończy w tym roku siedemnaście lat i dopiero co skończyła gimnazjum. Także miała kuratora na głowie- była nawet młodsza od Marty, gdy z grupą starszych dziewczyn dotkliwie pobiła koleżankę z klasy. Paulina była złośliwa, nerwowa, mało kobieca, miała znaczną nadwagę, duży tyłek, biodra i piersi, czarne włosy i ciemną karnację. Jej też Marta za często nie widywała, bo znikała na całe dnie z domu, ale i tak była oczkiem w głowie matki, która uważała ją za najpiękniejszą. Marta ze starszą siostrą spały w jednym łóżku, jeżeli oczywiście Paulina znowu gdzieś w nocy nie zabalowała. No i był kochany, słodki, młodszy braciszek, Marcinek. Był uroczym, czteroletnim blondynkiem z kręconymi włosami, wielkimi, niebieskimi, mądrymi oczkami i usteczkami jak maliny. Marcinek jeszcze prawie nie mówił, lubił budować konstrukcje z klocków, które w zeszłe święta dostali z paczki. Bo prezenty dostawali tylko z paczek, od ludzi. Mama nie pracowała, nigdy. Miała ciekawsze rzeczy do roboty. Tadka urodziła w wieku czternastu lat, jego ojca podobno nie znała i nie chciała znać, ale podejrzewano, że ten sam mężczyzna był także ojcem Pauliny, gdyż oboje mieli czarne włosy i ciemną karnację. Marta swojego ojca widziała dwa razy, a ojca Marcinka nawet lubiła. Nazywał się Mirek, pracował na budowie i był całkiem fajny, ale mama wyrzuciła go z domu, bo podrywał Paulinę. Mirek wyleciał z domu, a starsza siostra Marty tak dostała od mamy w twarz, że prawie upadła. Rodzina Klaudii była zupełnie inna i Marta zazdrościła jej. Klaudia też miała małego braciszka, ale młodszego od Marcinka. I miała piękne mieszkanie, swój własny pokój, nie to, co u Marty. Obie najbardziej bały się tego, że rodzice Klaudii nie pozwolą im się dłużej przyjaźnić, że uznają dziewczynkę z takiej rodziny za nieodpowiednie towarzystwo dla ich mądrej, niesamowicie wrażliwej córki. Na razie nie mieli nic przeciwko tej znajomości albo tylko udawali.
***
Pyskówka syna producenta telewizyjnego z nauczycielką trwała nadal, ale dziewczyny nie zwracały na to uwagi. Wyszły razem z sali.

-Chodź... Moja dupo!-Zawołała Marta i objęła Klaudię, która uśmiechnęła się jak zwykle z zakłopotaniem.-Kochasz mnie?-Zapytała.

-Kocham.-Uśmiechnęła się nieco pyzata Klaudia, przytulając się do niej.

-Na zawsze?

-Na zawsze i jeden dzień dłużej.

-Jesteś taka piękna. No, zdecydowanie za piękna dla mnie. Aż się wstydzę, że jestem taka brzydka.

-No, przestań...

-Swoje wiem. Mama mówi, że byłam najbrzydszym bachorem na świecie, że jak mnie zobaczyła pierwszy raz, to się brzydziła mnie wziąć na ręce...

-Ojej. Moja nigdy by mi tak nie powiedziała.

-Wiem. Żadna chyba by tak nie powiedziała, ale moja jest, no...

-Specyficzna?-Klaudia usłyszała to słowo w którejś rozmowie rodziców, już dawno temu i jakoś jej się spodobało.

-Tak, chyba tak. Cokolwiek to znaczy. Dlaczego ona mnie nie kocha?

-Nie wiem, może kocha cię, tylko nie umie tego okazać... Chodź, zrobimy sobie zdjęcia.
***
Migawka smartfona pstrykała wesoło, a dwie przyjaciółki przed lustrem uśmiechały się, bawiły nawzajem swoimi włosami, całowały w policzek, robiły głupie miny... Klaudia ściągnęła usta w słup, a oczka- w ciup, Marta wywaliła język i zmarszczyła brwi. Bawiły się tak przez pół przerwy. Później wpadły dziewczyny z trzeciej klasy na szybkiego papierosa.

-No wiesz, ona to ogólnie jest straszna wieśniara.-Mówiła jedna, z włosami pofarbowanymi na rudo i kolczykiem w języku, zaciągając się łapczywie.

-Tak. Myśli, że jest nie wiadomo kim, a tak naprawdę wszyscy mają z niej bekę i tyle.-Potakiwała druga, drobna platynowa blondynka, z okrągłym kolczykiem w nosie i odkrytym brzuchem. Rozległ się głośny dzwonek telefonu, jakaś modna piosenka. Drobna blondynka odebrała.

-No cześć, Misiu, wstałeś już?
Wtedy Ruda zobaczyła dwie przyjaciółki z drugiej gimnazjum.
-Dzieciarnia, wypad z baru. To dla VIP-ów.-Wykrzyknęła. Blondi szczebiotała przez telefon do Bartusia, bo tak miał na imię jej Misio, co okazało się w trakcie rozmowy.

-Dobrze, przepraszamy.-Wydukała przestraszona Klaudia. Ruda była wyższa od niej i porządnie zbudowana.

-Wal się.-Zawołała do Rudej Marta. Klaudia spojrzała na nią z przerażeniem.-Nie widzę tu żadnych VIP-ów, za to paszteta i solarę.-Kiedy Paulina i Tadek bywali w domu, Marta trochę nauczyła się ich tekstów. W ich domu rozmawiało się tak na co dzień. Nie było dnia, by Tadek nie nazwał Pauli „pasztetem”, a ona jego „parówą” lub „bucem”, a to i tak były najbardziej cenzuralne przezwiska. Jeśliby zaczęli zwracać się do siebie w inny sposób, chociażby po imieniu, można by było uznać, że jedno z nich jest umierające.

-A chcesz lepę, gówniaro?-Zapytała Ruda swoim niskim, ochrypłym głosem.
Blondi słodkim głosem pożegnała Misia Bartusia, rozłączyła się i zwróciła do kumpeli:

-Ty, Kaśka, zostaw ją. Nie widzisz, że to Pauli siora?

-Poważnie?

-Tak. Będzie kosa. Ty to jednak głupia jesteś, co nie? Ale ta druga to po co tu? Ile masz lat, dziewczynko? Wyglądasz jak z pierwszej klasy. Ty wypad.-Zwróciła się do Klaudii, która w tej chwili była już bliska płaczu.

-”Ty wypad?” Po jakiemu to, bo chyba nie po polsku?-Zapytała Marta.

-Chodźmy.-Poprosiła przestraszona Klaudia.
-Możemy iść. Nie ma sensu się szarpać z takimi tłukami.-Rzuciła Marta.-Chodź... Moja dupo.
-Klaudka, dlaczego ty się boisz własnego cienia?-Zapytała Marta.-Ledwo ktoś głośniej tupnie nogą, a ty już się chowasz. A jeszcze te głupie laski... Moja siostra je zna. Nic by nam nie zrobiły.-Choć ani Paulina, ani Tadek nie darzyli młodszej siostry wielkim szacunkiem, raczej ją zbywali i przeganiali z kąta w kąt, mieli swoich znajomych, swoje sprawy i dom był dla nich właściwie hotelem (albo raczej motelem), nie pozwoliliby, żeby Marcie stała się krzywda. Dziewczynka była pewna tego bardziej, niż siebie samej. To gimnazjum doskonale pamiętało jej rodzeństwo, najbardziej Paulinę, która mury szkoły opuściła zaledwie w zeszłym roku, i Marcie ze strony innych uczniów nie groziło żadne niebezpieczeństwo, bo z tą patolą nikt nie chciał mieć kosy. Nie była „kocona”, nie dokuczano jej, nie okradano (bo w sumie nie było za bardzo z czego). W przeciwieństwie do nieśmiałej, chorowitej i wciąż dość dziecinnej Klaudii, która często stawała się obiektem różnych dziwnych akcji starszych uczniów. W szóstej klasie Marta stanęła w jej obronie i tak zaczęła się ich przyjaźń. Od rodzeństwa, które właściwie wychowała ulica, Marta nauczyła się tego, by być twardą, pyskatą i rozpychać się w życiu łokciami. Mimo to w środku pragnęła innego życia i zazdrościła Klaudii tego spokoju i ciepła rodzinnego. I tego, że Klaudia była tak... Dobra. A czy ona sama była dobra? Na pewno nie chciała żyć tak jak starsze rodzeństwo. Żadnych kuratorów, poprawczaków... Ale czy było to w tej rodzinie w ogóle możliwe? Nieraz miała ochotę, by zabrano ją stamtąd i adoptowali ją rodzice Klaudii. Niechby nawet chowali ją pod kloszem. Ale ktoś by się nią interesował. I ktoś mógłby pomóc jej czasem w lekcjach... I chciałaby... Chciałaby znać swojego ojca. Widziała go dwa razy w życiu, nawet nie wiedziała, czy coś na nią płaci. Niechby i nie płacił, i tak pewnie nie widziałaby tych pieniędzy, ale gdyby mogła się z nim spotykać... Albo mieszkać. Najlepiej z nim mieszkać. Nienawidziła tego Jacka. Całymi dniami rechotał przy głupich filmikach na YouTube. Czasem bała się, że uderzy mamę, gdy ta kazała mu iść do pracy. Jeśli w domu jakimś cudem był akurat Tadek, stawał w obronie matki i często wywiązywała się szarpanina między nim, a tym całym Jackiem. Matka wtedy krzyczała „Ludzie, ratunku!” i płakała... I był wstyd przed sąsiadami. Jeśli widziała ojca dwa razy, a później już nigdy więcej, ciężko powiedzieć, że go zna. A gdyby tak...
-Dziewczynki, zupka na stole!-Zawołała z kuchni babcia Klaudii. Jej rodzice nie chcieli, by dziewczynka wracała do pustego domu i chodziła z kluczem na szyi, gdy musieli akurat być na swoich uczelniach, więc często przychodziła jej babcia. Ktoś musiał też zajmować się małym Piotrusiem. Choć schorowana, brała sterydy, zawsze znalazła trochę siły, by przygotować obiad. Marta nie znała babci. Mama była z nią skłócona, bo podobno babcia piła i nie interesowała się nią i wujkiem Jarkiem. Wujek Jarek od kilkunastu lat mieszkał w Stanach, miał tam żonę, dzieci nie mogli mieć. Mimo patologicznej rodziny Marta miała więc także „wujka z Ameryki”, ale jakoś wcale jej to nie cieszyło, bo nie utrzymywał z rodziną kontaktu. Parę razy obiecywał, że weźmie do siebie Tadka czy Paulinę, bo potrzebuje ludzi do pracy, ale koniec końców nic z tego nie wychodziło.

-Smacznego.-Powiedziała babcia.

-Dziękuję.-Odpowiedziała Klaudia.-Smacznego.

-Dziękuję.-W tym domu przed jedzeniem zawsze mówiło się „smacznego”. I zawsze był ciepły, domowy obiad. U Marty jadało się głównie zimną pizzę, spaghetti z sosem ze słoika albo fixu, mrożone pierogi czy frytki. Tadek z Pauliną zaś nałogowo pożerali zupki z torebek. Czasami je zalewali, czasem po prostu podgryzali makaron i przyprawy wcinali na sucho. Nieraz kłócili się o te zupki prawie do rękoczynów.

Zupa babci była pyszna. Pieczarkowa z takimi małymi kluseczkami. Po jedzeniu poszły razem do pokoju.

-Klauduś, kochasz mnie?-Zapytała Marta, gdy leżały razem na łóżku i słuchały Mariki, ulubionej wokalistki Klaudii.

-Kocham, przecież wiesz.

-A zrobiłabyś coś dla mnie?

-Wszystko. No chyba że trzeba by było kogoś zabić. Wtedy bym nie potrafiła chyba...

-Ja też bym nie umiała zabić człowieka. To byśmy razem zginęły. A pojechałabyś ze mną do mojego taty?

-Twojego taty? Przecież ty nawet nie wiesz, gdzie on mieszka...

-No to byśmy go odnalazły. Mama na pewno musi mieć jakieś papiery u siebie. Chodź do mnie nawet teraz, i poszukamy... U mnie teraz nikogo nie ma.
Z dużego pokoju rozległ się dość głośny płacz. Michałek. Pewnie coś mu się przyśniło albo jest głodny, albo trzeba go wysadzić na nocnik. Babcia ruszyła do niego, przemawiając z czułością.
Klaudia zameldowała, że teraz pójdą razem do Marty, nie ma dużo zadane, zdąży zrobić lekcje wieczorem. Babcia postawiła Michałka na podłodze, a on, chybotliwie jak mały kaczorek, ruszył w stronę nocniczka.

-Ale wróć, zanim będzie ciemno, nie chodź po nocy.-Poprosiła babcia. Ciągle bała się o Klaudię. Nie była zachwycona tym, że rodzice pobudowali się tak blisko lasu, gdzie często przesiadywały okoliczne pijaczki.
-Dobrze, babusiu.

-Buziaczek. Cześć, Martuniu. Jakbyś miała jakieś problemy, pamiętaj, że zawsze możesz się do nas zwracać.-Martę również ucałowała.
-Dziękuję.
W bramie spotkały Tadka, który właśnie wychodził. Z tym Rafałem z kozią bródką, z którym zakazał mu się zadawać kurator.

-Po co do naszego syfu przyprowadzasz koleżankę, młoda? Kto to w ogóle jest, co za społeczniara?-Zapytał Tadek. Niemal każdy spoza kręgu rodziny i znajomych był dla niego, po wyjściu z poprawczaka, „społeczniakiem”.

-Uważaj, bo powiem mamie, że znowu zadajesz się z tym z kozią bródką.

-Dostaniesz lepę to odechce ci się kablować. Kablowanie to grzech najcięższy.-Kolega Tadka jak zwykle głupio zachichotał, zaczął zbliżać się coraz bardziej do Klaudii, aż przyparł ją do ściany. Dziewczynka, jak zwykle w takich sytuacjach, mocno się wystraszyła.

-Zostaw ją, bucu!-Zawołała Marta.

-Właśnie, zostaw. Cho.-Rzucił jej starszy brat, ciągnąc kumpla za ramię.

-Tadek... Ja nie chcę, żebyś znowu siedział.-Powiedziała Marta niemal ze łzami w oczach.-Teraz to już pójdziesz do więzienia jak coś znowu wywiniesz.

-Ej dobra, zamknij się. Nic nie wywinę. Zresztą nie twój zasrany interes, że tak powiem. Pilnuj własnej dupy i ucz się pilnie, na chwałę Boga, ojczyzny i miłościwie nam panującego rządu, nie?

-Ze swej murzyńskiej pierwszej czytanki.-Zarechotał Rafał z kozią bródką.

-Ja się nie uczyłem i zobacz, co mam. A ty będziesz bezrobotną, ale może za to utytułowaną... Spieprzajcie już na górę.

-Kiedy wrócisz?

-Jak wrócę, to wrócę. Takie gówniary jak ty już śpią o tej porze. Ej, nara. Wynocha na górę.-Poszły powoli.
Marta od razu włączyła „zakazaną płytę” brata. Zakazaną, bo były tam nagrane kawałki hiphopowe z bardzo brzydkimi słowami, ale Marta słuchała jej zawsze, gdy była sama w domu. Wiedziała, gdzie Tadek ją ma- zwykle w swoim małym, sfatygowanym laptopie. Włożyła ją do swojej starej, komunijnej wieży od wujka Jarka i z głośników popłynęły dźwięki kawałka Pokoju z widokiem na wojnę „Moja pierwsza dziewczyna”.

-Kręciła jointy, sypała koks robiła driny, my braliśmy sos, zanim wpadły czarne...-Nawijała Marta razem z Jurasem. Klaudia wpatrywała się w nią jak zahipnotyzowana. Marta zaczęła ruszać się jak raperzy na teledyskach i wykrzykiwać rytmicznie:-”Moja pierwsza dziewczyna zazdrośnica. Dziś uwodzi małolatów, których sobą zachwyca. Moja pierwsza dziewczyna to nie była dziewica. Moja pierwsza dziewczyna, zimna suka, ulica!”

-Wolno ci słuchać takich piosenek?-Zapytała zdziwiona Klaudia.

-Wolno, nie wolno... Mam gdzieś. Zresztą to nie piosenka, to track, Klauduś. Podoba ci się?
-Nawet fajne. Nie znam w ogóle takiej muzyki... Ale mogliby tak nie przeklinać...

-Zapytaj swoich rodziców o bluzgi w muzyce. Pewnie ci coś na ten temat powiedzą.

-Tata mówił, że wulgaryzmy jako dziedzina języka są bardzo słabo zbadane, ale podobno jest u nich doktorantka, która się tym zajmuje. Wulgaryzmami i slangiem w tekstach rapowych.

-Magister blokers!-Zaśmiała się Marta.-Chodź, poszukamy tego, co miałyśmy... Ale gdzie by to znaleźć.

-A ty jesteś pewna, że tego chcesz?

-Bardziej pewna, niż tego, że ten Pitagoras od twierdzenia już od ładnych paru lat nie żyje.-Odparła Marta. Obie ruszyły do dużego pokoju.-Rany, ale tu syf. Jak zwykle. Czym oni się zajmują cały dzień to ja bladego pojęcia nie mam!

-A gdzie teraz wszyscy są?

-Mama w Urzędzie Pracy, Paula pewnie w szkole, o ile tam dotarła, Jacek nie wiem gdzie i wcale mnie to nie interesi tak szczerze mówiąc, Marcin w przedszkolu... Jesteśmy same.

Na czarnej ławie stała popielniczka pełna petów i kilka pustych butelek i leżało tam pełno starych Super Expressów i Pań Domu. Łóżko było niepościelone i leżały w nim skarpety faceta mamy. Marta skrzywiła się z obrzydzeniem.

-Moja mami Panią Domu, a to ci dopiero!-Zaśmiała się Marta, kartkując magazyn.-Klaudka, jak to jest mieszkać w takim domu, jak w tej głupiej gazecie?

-Czy ja wiem? Chyba fajnie... Mogliby tylko częściej tam być... Ale tata został prodziekanem i bez przerwy przesiaduje na tej uczelni, a mama ciągle jeździ na jakieś konferencje... A jak są w domu to sprawdzają jakieś prace. Studenci wysyłają co jakiś czas po rozdziale magisterek i licencjatów. Czasami myślę, że po co oni tak harują, przecież już wszystko mamy! Po co jeszcze?

Na komodzie stała kolejna butelka po piwie i zdjęcia wszystkich dzieciaków. Stare zdjęcia Tadka i Pauliny (on całkiem mały, bez jednego zęba z przodu, ona pyzata i w stroju księżniczki, całym różowym), mniej stare zdjęcie Marty na tle wersalki, w pozie modelki i przedszkolne zdjęcie Marcinka. Marta z lekkim wyrzutem sumienia otworzyła pierwszą szufladę. Zawalone listami miłosnymi od nauczycieli Pauliny i Tadka: „Córka otrzymała w bieżącym semestrze oceny niedostateczne z następujących przedmiotów...”, list informujący o wyrzuceniu jej najstarszego brata ze szkoły, uzasadnienie tej decyzji, pisma od kuratorów i takie tam. Nic ciekawego. Nic nowego. Były tam także pudełka po jakichś lekach. W środkowej szufladzie między zdjęciami mamy z jakichś imprez, zaplątały się czerwone, koronkowe majtki, które wyglądały na stanowczo za małe i na nią, i na Paulinę. W trzeciej szufladzie nieopisana teczka.

-Może nie otwieraj? Może to zostaw? Nie wiem, czy wolno tak grzebać...-Poradziła Klaudia.-Ja bym nie grzebała.

-Oj, bo ty jesteś inna niż ja. Poza tym nie rozumiesz tej sytuacji. Ja strasznie chcę znaleźć tatę, bo ja tu już w tym cyrku na kółkach nie wytrzymam. Wczoraj znowu się Tadek poszarpał z tym cholernym Jackiem, ten gdzieś uciekł, mama płakała, wyła normalnie... Później przylazła ta wredna z góry i powiedziała, że wezwie policję, mama na nią nawrzeszczała, że wszystko słyszy, jak do niej przyłazi ten chłop i oni tam... No wiesz... Obie się zwyzywały od różnych i ta stara powiedziała, że jesteśmy zakałą tego osiedla i ona wszystko zrobi, żebyśmy trafili pod most albo na Dudziarską, bo tam jest nasze miejsce. Klaudka, powiedz. Powiedz, czym ja zawiniłam?

-Niczym. To nie twoja wina. Dla mnie to wszystko jest niesprawiedliwe. Tata mówi, że najlepsi ludzie mają najgorzej. I ty właśnie jesteś najlepszym człowiekiem na świecie.

-Yes, yes, yes! Ty, popatrz!-Zawołała Marta.-Tu jest Pauliny akt urodzenia, może będzie i mój!

Rzeczywiście, był tam i jej akt urodzenia, między innymi papierami. Z tryumfem trzymała go w rękach, wymachiwała nim, podskakiwała.


-Klaudka! Ja mam tatę! Rozumiesz, dupo ty moja? Ja mam tatę! Ma na imię Piotr, urodził się 30 sierpnia 1976! Pomożesz mi teraz pochować to wszystko?

piątek, 5 czerwca 2015

Mały coming out...

Chciałam się z Wami czymś podzielić. Podzielić z czymś, co utrudnia mi i dezorganizuje życie i postanowiłam się z tym rozprawić, jak również nakreślić sytuację osoby, która zmaga się z Pogranicznym Zaburzeniem Osobowości (osobowość Borderline). Nawet nie macie pojęcia, jak takich osób wokół Was jest dużo. Czasem mam wrażenie, że obecnie wszelkie zaburzenia są po prostu modne. Ludzie czasami sami się diagnozują i doszukują się u siebie różnych objawów. A może z tylko na przykład co dziesiątym człowiekiem jest "wszystko w porządku"? Taki świat. Marek Aureliusz zgasił lampę i zamknął książkę, za to obudził się Kaligula...


Pani B.

Każdy chce z nią być.
Szczególnie egzaltowane,
Zbuntowane nastolatki
Z papierosem w ustach,
Jackiem Danielsem
Podprowadzonym z barku rodziców,
Piszące smutne wiersze
I pokazujące z okna faka
Nauczycielce biologii.

Za to ci, którzy z nią są
Najchętniej utopiliby ją,
Udusili,
Poćwiartowali.
Spalili, zalali wodą i zaorali,
Ażeby się nie odrodziła.

Ponieważ Pani B.
Nie mogą dotknąć, pomacać,
Zniszczyć i zabić,
Najczęściej niszczą i zabijają siebie.
Śmierć ta często jest powolna jak
Stary, mądry żółw,
Agonalna,
A i tak nie zawsze przychodzi.

Ten, kto zwiąże się z Panią B.,
Nie chwali się bliznami na rękach,
Stara się je skrzętnie ukryć.
Ten, kto zwiąże się z Panią B.,
Musi wybrać,
Czy postawić się,
Czy dogorywać pod jej pantoflem.

Każdy, kto ma styczność z Panią B.,
Wybije ją z głowy egzaltowanej nastolatce,
Choćby młotem i dłutem.

Ona potrafi skopać.
Tak skopać, że
Z bólu zwiniesz się na pół
Choćby i na środku ulicy.
I będziesz wyć.
A ona cię zostawi
I wtedy przytłoczy cię pustka.
Będzie czarna albo biała ściana.
Będzie nic.

Ty za to nie uciekniesz od niej.
Nie spakujesz się po prostu
I nie wyjdziesz niby po papierosy,
Ona zawsze cię znajdzie.
Jest jak najlepszy przyjaciel
O wyjątkowo wrednym charakterze.

Zresztą coś cię tu zawsze trzyma...

Coś, co powoduje,
Że wynurzasz głowę
Z tej brudnej, zamulonej wody,
Łapiesz oddech
I powoli, chwiejnym krokiem
Ruszasz na brzeg.

I od nowa.