Hej! Dziś mam dla Was pierwszy odcinek dłuższej historii. Opowiada ona o dwóch przyjaciółkach z gimnazjum z różnych środowisk, które połączy misja pomocy jednej z nich. Co z tego wyjdzie? Zobaczycie dalej. Co sądzicie o przyjaźni? Macie takiego przyjaciela, dla którego zrobilibyście wszystko?
Wszystkie imiona "wyciągnięte z kapelusza", pierwsze jakie przyszły mi do głowy. Zapraszam do lektury i oceny :)
Dajesz mi niepokorne myśli, niepokoje.
Tyle ich wciąż masz, kochana.
Nie myśl, że nie miniemy nigdy się
Choć łatwiej razem iść pod wiatr.
(R. Przemyk, K. Nosowska, "Kochana")
ODNALEŹĆ SIEBIE (tytuł roboczy)- cz. I
Zbawczy dzwonek wyrwał grupę
gimnazjalistów z sali grozy.
-Zaraz, zaraz. Dzwonek jest dla
nauczyciela, nie dla ucznia!-Wykrzyknęła antypatyczna chemica.
Wtedy potworny Janek, któremu ostatnio polonistka na lekcji
zarekwirowała tablet (był wtedy prawdziwy płacz i zgrzytanie
zębów, Janek wybuchnął płaczem, był cały czerwony na
twarzy i spazmatycznie wciągał powietrze, ale nikt się z niego
nie śmiał, warto było się z nim kumplować, bo zawsze
stawiał)dzieciak chodząca beka, syn producenta telewizyjnego,
wypowiedział te słowa:
-To se go weź do domu!
Ci, którzy jeszcze nie zdążyli
uciec, ryknęli śmiechem. Janek, największy kozak w klasie. Był
fajniejszy od Patryka, bo tamten to był taki typowy dres, patola.
Janek miał klasę i kasę. Kiedy w piątek zrywali się z dwóch
wuefów i szli do KFC, zawsze stawiał. I zawsze też można
było zrobić sobie z nim selfie. Co więcej, Janek później
Cię na tym oscarowym selfie oznaczał na Facebooku, więc wszyscy
wiedzieli, że z nim byłaś w KFC.
Chemica podeszła do rozpuszczonego
dzieciaka, położyła mu rękę na ramieniu i oświadczyła:
-Przyjdziesz tu jutro z ojcem. Już
piszę ci uwagę.
-Co pani robi, to jest naruszenie
nietykalności cielesnej, proszę mnie nie dotykać. Wam nie wolno...
Na to są paragrafy- Stawiał się dalej Janek.
Marta też chciała jak najszybciej się
stamtąd wydostać. Jej jednej nie kręcił Janek i selfie z nim w
KFC. Nie obchodziła go także awantura w jego wykonaniu. Wrzuciła
do torby zeszyt i cisnęła długopis. Klaudia wpatrywała się z nią
z uwielbieniem, jak zwykle. Wczoraj rzuciły sobie nową farbę na
włosy (na hennę rodzice Klaudii wyrazili zgodę, a matka Marty jak
zwykle miała to wszystko gdzieś, całowała się wtedy z Jackiem,
gniotąc w popielniczce kolejnego peta) i wyglądały jeszcze
bardziej jak siostry. Chciały zrobić sobie sesję w szkole.
Smartfonem Klaudii. Marta też chciała smartfona, ale matka, tuląc
się do Jacka przed telewizorem, zachichotała: „To se zarób”.
Klaudii rodzice tak nie mówili. Kupili go jej za wyniki w
nauce. Liczyli na to, że córka pójdzie w ich ślady, a
wykładali na Uniwersytecie Warszawskim. Tata zajmował się językiem
polskim, mama- literaturą. Marty rodzina była inna. Tak inna.
Czworo rodzeństwa, każde miało innego ojca. I matka. Aktualnie z
Jackiem, który nie pracował. Sama też nie pracowała. Nigdy.
Marta miała brata Tadka, który miał dwadzieścia jeden lat,
z czego część spędził w poprawczaku za jakąś bójkę z
użyciem noża. Później, mając na głowie kuratora, wreszcie
zajął się uczciwą pracą. Najpierw wykładał towar w markecie,
obecnie pracował w klubie dla studentów, który dziś
był raczej speluną. Żywił się papierosami i energetykami, a
Marta prawie go nie widywała, gdyż jeśli nie pracował w klubie
(ciągle spóźniali się z wypłatą), to siedział na
siłowni. Miała też siostrę Paulinę, która skończy w tym
roku siedemnaście lat i dopiero co skończyła gimnazjum. Także
miała kuratora na głowie- była nawet młodsza od Marty, gdy z
grupą starszych dziewczyn dotkliwie pobiła koleżankę z klasy.
Paulina była złośliwa, nerwowa, mało kobieca, miała znaczną
nadwagę, duży tyłek, biodra i piersi, czarne włosy i ciemną
karnację. Jej też Marta za często nie widywała, bo znikała na
całe dnie z domu, ale i tak była oczkiem w głowie matki, która
uważała ją za najpiękniejszą. Marta ze starszą siostrą spały
w jednym łóżku, jeżeli oczywiście Paulina znowu gdzieś w
nocy nie zabalowała. No i był kochany, słodki, młodszy braciszek,
Marcinek. Był uroczym, czteroletnim blondynkiem z kręconymi
włosami, wielkimi, niebieskimi, mądrymi oczkami i usteczkami jak
maliny. Marcinek jeszcze prawie nie mówił, lubił budować
konstrukcje z klocków, które w zeszłe święta dostali
z paczki. Bo prezenty dostawali tylko z paczek, od ludzi. Mama nie
pracowała, nigdy. Miała ciekawsze rzeczy do roboty. Tadka urodziła
w wieku czternastu lat, jego ojca podobno nie znała i nie chciała
znać, ale podejrzewano, że ten sam mężczyzna był także ojcem
Pauliny, gdyż oboje mieli czarne włosy i ciemną karnację. Marta
swojego ojca widziała dwa razy, a ojca Marcinka nawet lubiła.
Nazywał się Mirek, pracował na budowie i był całkiem fajny, ale
mama wyrzuciła go z domu, bo podrywał Paulinę. Mirek wyleciał z
domu, a starsza siostra Marty tak dostała od mamy w twarz, że
prawie upadła. Rodzina Klaudii była zupełnie inna i Marta
zazdrościła jej. Klaudia też miała małego braciszka, ale
młodszego od Marcinka. I miała piękne mieszkanie, swój
własny pokój, nie to, co u Marty. Obie najbardziej bały się
tego, że rodzice Klaudii nie pozwolą im się dłużej przyjaźnić,
że uznają dziewczynkę z takiej rodziny za nieodpowiednie
towarzystwo dla ich mądrej, niesamowicie wrażliwej córki. Na
razie nie mieli nic przeciwko tej znajomości albo tylko udawali.
***
Pyskówka syna producenta
telewizyjnego z nauczycielką trwała nadal, ale dziewczyny nie
zwracały na to uwagi. Wyszły razem z sali.
-Chodź... Moja dupo!-Zawołała Marta
i objęła Klaudię, która uśmiechnęła się jak zwykle z
zakłopotaniem.-Kochasz mnie?-Zapytała.
-Kocham.-Uśmiechnęła się nieco
pyzata Klaudia, przytulając się do niej.
-Na zawsze?
-Na zawsze i jeden dzień dłużej.
-Jesteś taka piękna. No, zdecydowanie
za piękna dla mnie. Aż się wstydzę, że jestem taka brzydka.
-No, przestań...
-Swoje wiem. Mama mówi, że
byłam najbrzydszym bachorem na świecie, że jak mnie zobaczyła
pierwszy raz, to się brzydziła mnie wziąć na ręce...
-Ojej. Moja nigdy by mi tak nie
powiedziała.
-Wiem. Żadna chyba by tak nie
powiedziała, ale moja jest, no...
-Specyficzna?-Klaudia usłyszała to
słowo w którejś rozmowie rodziców, już dawno temu i
jakoś jej się spodobało.
-Tak, chyba tak. Cokolwiek to znaczy.
Dlaczego ona mnie nie kocha?
-Nie wiem, może kocha cię, tylko nie
umie tego okazać... Chodź, zrobimy sobie zdjęcia.
***
Migawka smartfona pstrykała wesoło, a
dwie przyjaciółki przed lustrem uśmiechały się, bawiły
nawzajem swoimi włosami, całowały w policzek, robiły głupie
miny... Klaudia ściągnęła usta w słup, a oczka- w ciup, Marta
wywaliła język i zmarszczyła brwi. Bawiły się tak przez pół
przerwy. Później wpadły dziewczyny z trzeciej klasy na
szybkiego papierosa.
-No wiesz, ona to ogólnie jest
straszna wieśniara.-Mówiła jedna, z włosami pofarbowanymi
na rudo i kolczykiem w języku, zaciągając się łapczywie.
-Tak. Myśli, że jest nie wiadomo kim,
a tak naprawdę wszyscy mają z niej bekę i tyle.-Potakiwała druga,
drobna platynowa blondynka, z okrągłym kolczykiem w nosie i
odkrytym brzuchem. Rozległ się głośny dzwonek telefonu, jakaś
modna piosenka. Drobna blondynka odebrała.
-No cześć, Misiu, wstałeś już?
Wtedy Ruda zobaczyła dwie przyjaciółki
z drugiej gimnazjum.
-Dzieciarnia, wypad z baru. To dla
VIP-ów.-Wykrzyknęła. Blondi szczebiotała przez telefon do
Bartusia, bo tak miał na imię jej Misio, co okazało się w trakcie
rozmowy.
-Dobrze, przepraszamy.-Wydukała
przestraszona Klaudia. Ruda była wyższa od niej i porządnie
zbudowana.
-Wal się.-Zawołała do Rudej Marta.
Klaudia spojrzała na nią z przerażeniem.-Nie widzę tu żadnych
VIP-ów, za to paszteta i solarę.-Kiedy Paulina i Tadek bywali
w domu, Marta trochę nauczyła się ich tekstów. W ich domu
rozmawiało się tak na co dzień. Nie było dnia, by Tadek nie
nazwał Pauli „pasztetem”, a ona jego „parówą” lub
„bucem”, a to i tak były najbardziej cenzuralne przezwiska.
Jeśliby zaczęli zwracać się do siebie w inny sposób,
chociażby po imieniu, można by było uznać, że jedno z nich jest
umierające.
-A chcesz lepę, gówniaro?-Zapytała
Ruda swoim niskim, ochrypłym głosem.
Blondi słodkim głosem pożegnała
Misia Bartusia, rozłączyła się i zwróciła do kumpeli:
-Ty, Kaśka, zostaw ją. Nie widzisz,
że to Pauli siora?
-Poważnie?
-Tak. Będzie kosa. Ty to jednak głupia
jesteś, co nie? Ale ta druga to po co tu? Ile masz lat, dziewczynko?
Wyglądasz jak z pierwszej klasy. Ty wypad.-Zwróciła się do
Klaudii, która w tej chwili była już bliska płaczu.
-”Ty wypad?” Po jakiemu to, bo
chyba nie po polsku?-Zapytała Marta.
-Chodźmy.-Poprosiła przestraszona
Klaudia.
-Możemy iść. Nie ma sensu się szarpać z takimi tłukami.-Rzuciła
Marta.-Chodź... Moja dupo.
-Klaudka, dlaczego ty się boisz własnego cienia?-Zapytała
Marta.-Ledwo ktoś głośniej tupnie nogą, a ty już się chowasz. A
jeszcze te głupie laski... Moja siostra je zna. Nic by nam nie
zrobiły.-Choć ani Paulina, ani Tadek nie darzyli młodszej siostry
wielkim szacunkiem, raczej ją zbywali i przeganiali z kąta w kąt,
mieli swoich znajomych, swoje sprawy i dom był dla nich właściwie
hotelem (albo raczej motelem), nie pozwoliliby, żeby Marcie stała
się krzywda. Dziewczynka była pewna tego bardziej, niż siebie
samej. To gimnazjum doskonale pamiętało jej rodzeństwo,
najbardziej Paulinę, która mury szkoły opuściła zaledwie w
zeszłym roku, i Marcie ze strony innych uczniów nie groziło
żadne niebezpieczeństwo, bo z tą patolą nikt nie chciał mieć
kosy. Nie była „kocona”, nie dokuczano jej, nie okradano (bo w
sumie nie było za bardzo z czego). W przeciwieństwie do nieśmiałej,
chorowitej i wciąż dość dziecinnej Klaudii, która często
stawała się obiektem różnych dziwnych akcji starszych
uczniów. W szóstej klasie Marta stanęła w jej obronie
i tak zaczęła się ich przyjaźń. Od rodzeństwa, które
właściwie wychowała ulica, Marta nauczyła się tego, by być
twardą, pyskatą i rozpychać się w życiu łokciami. Mimo to w
środku pragnęła innego życia i zazdrościła Klaudii tego spokoju
i ciepła rodzinnego. I tego, że Klaudia była tak... Dobra. A czy
ona sama była dobra? Na pewno nie chciała żyć tak jak starsze
rodzeństwo. Żadnych kuratorów, poprawczaków... Ale
czy było to w tej rodzinie w ogóle możliwe? Nieraz miała
ochotę, by zabrano ją stamtąd i adoptowali ją rodzice Klaudii.
Niechby nawet chowali ją pod kloszem. Ale ktoś by się nią
interesował. I ktoś mógłby pomóc jej czasem w
lekcjach... I chciałaby... Chciałaby znać swojego ojca. Widziała
go dwa razy w życiu, nawet nie wiedziała, czy coś na nią płaci.
Niechby i nie płacił, i tak pewnie nie widziałaby tych pieniędzy,
ale gdyby mogła się z nim spotykać... Albo mieszkać. Najlepiej z
nim mieszkać. Nienawidziła tego Jacka. Całymi dniami rechotał
przy głupich filmikach na YouTube. Czasem bała się, że uderzy
mamę, gdy ta kazała mu iść do pracy. Jeśli w domu jakimś cudem
był akurat Tadek, stawał w obronie matki i często wywiązywała
się szarpanina między nim, a tym całym Jackiem. Matka wtedy
krzyczała „Ludzie, ratunku!” i płakała... I był wstyd przed
sąsiadami. Jeśli widziała ojca dwa razy, a później już
nigdy więcej, ciężko powiedzieć, że go zna. A gdyby tak...
-Dziewczynki, zupka na stole!-Zawołała
z kuchni babcia Klaudii. Jej rodzice nie chcieli, by dziewczynka
wracała do pustego domu i chodziła z kluczem na szyi, gdy musieli
akurat być na swoich uczelniach, więc często przychodziła jej
babcia. Ktoś musiał też zajmować się małym Piotrusiem. Choć
schorowana, brała sterydy, zawsze znalazła trochę siły, by
przygotować obiad. Marta nie znała babci. Mama była z nią
skłócona, bo podobno babcia piła i nie interesowała się
nią i wujkiem Jarkiem. Wujek Jarek od kilkunastu lat mieszkał w
Stanach, miał tam żonę, dzieci nie mogli mieć. Mimo patologicznej
rodziny Marta miała więc także „wujka z Ameryki”, ale jakoś
wcale jej to nie cieszyło, bo nie utrzymywał z rodziną kontaktu.
Parę razy obiecywał, że weźmie do siebie Tadka czy Paulinę, bo
potrzebuje ludzi do pracy, ale koniec końców nic z tego nie
wychodziło.
-Smacznego.-Powiedziała babcia.
-Dziękuję.-Odpowiedziała
Klaudia.-Smacznego.
-Dziękuję.-W tym domu przed jedzeniem
zawsze mówiło się „smacznego”. I zawsze był ciepły,
domowy obiad. U Marty jadało się głównie zimną pizzę,
spaghetti z sosem ze słoika albo fixu, mrożone pierogi czy frytki.
Tadek z Pauliną zaś nałogowo pożerali zupki z torebek. Czasami je
zalewali, czasem po prostu podgryzali makaron i przyprawy wcinali na
sucho. Nieraz kłócili się o te zupki prawie do rękoczynów.
Zupa babci była pyszna. Pieczarkowa z
takimi małymi kluseczkami. Po jedzeniu poszły razem do pokoju.
-Klauduś, kochasz mnie?-Zapytała
Marta, gdy leżały razem na łóżku i słuchały Mariki,
ulubionej wokalistki Klaudii.
-Kocham, przecież wiesz.
-A zrobiłabyś coś dla mnie?
-Wszystko. No chyba że trzeba by było
kogoś zabić. Wtedy bym nie potrafiła chyba...
-Ja też bym nie umiała zabić
człowieka. To byśmy razem zginęły. A pojechałabyś ze mną do
mojego taty?
-Twojego taty? Przecież ty nawet nie
wiesz, gdzie on mieszka...
-No to byśmy go odnalazły. Mama na
pewno musi mieć jakieś papiery u siebie. Chodź do mnie nawet
teraz, i poszukamy... U mnie teraz nikogo nie ma.
Z dużego pokoju rozległ się
dość głośny płacz. Michałek. Pewnie coś mu się przyśniło
albo jest głodny, albo trzeba go wysadzić na nocnik. Babcia ruszyła
do niego, przemawiając z czułością.
Klaudia zameldowała, że teraz pójdą
razem do Marty, nie ma dużo zadane, zdąży zrobić lekcje
wieczorem. Babcia postawiła Michałka na podłodze, a on,
chybotliwie jak mały kaczorek, ruszył w stronę nocniczka.
-Ale wróć, zanim będzie
ciemno, nie chodź po nocy.-Poprosiła babcia. Ciągle bała się o
Klaudię. Nie była zachwycona tym, że rodzice pobudowali się tak
blisko lasu, gdzie często przesiadywały okoliczne pijaczki.
-Dobrze, babusiu.
-Buziaczek. Cześć, Martuniu. Jakbyś
miała jakieś problemy, pamiętaj, że zawsze możesz się do nas
zwracać.-Martę również ucałowała.
-Dziękuję.
W bramie spotkały Tadka, który
właśnie wychodził. Z tym Rafałem z kozią bródką, z
którym zakazał mu się zadawać kurator.
-Po co do naszego syfu przyprowadzasz
koleżankę, młoda? Kto to w ogóle jest, co za
społeczniara?-Zapytał Tadek. Niemal każdy spoza kręgu rodziny i
znajomych był dla niego, po wyjściu z poprawczaka,
„społeczniakiem”.
-Uważaj, bo powiem mamie, że znowu
zadajesz się z tym z kozią bródką.
-Dostaniesz lepę to odechce ci się
kablować. Kablowanie to grzech najcięższy.-Kolega Tadka jak zwykle
głupio zachichotał, zaczął zbliżać się coraz bardziej do
Klaudii, aż przyparł ją do ściany. Dziewczynka, jak zwykle w
takich sytuacjach, mocno się wystraszyła.
-Zostaw ją, bucu!-Zawołała Marta.
-Właśnie, zostaw. Cho.-Rzucił jej
starszy brat, ciągnąc kumpla za ramię.
-Tadek... Ja nie chcę, żebyś znowu
siedział.-Powiedziała Marta niemal ze łzami w oczach.-Teraz to już
pójdziesz do więzienia jak coś znowu wywiniesz.
-Ej dobra, zamknij się. Nic nie
wywinę. Zresztą nie twój zasrany interes, że tak powiem.
Pilnuj własnej dupy i ucz się pilnie, na chwałę Boga, ojczyzny i
miłościwie nam panującego rządu, nie?
-Ze swej murzyńskiej pierwszej
czytanki.-Zarechotał Rafał z kozią bródką.
-Ja się nie uczyłem i zobacz, co mam.
A ty będziesz bezrobotną, ale może za to utytułowaną...
Spieprzajcie już na górę.
-Kiedy wrócisz?
-Jak wrócę, to wrócę.
Takie gówniary jak ty już śpią o tej porze. Ej, nara.
Wynocha na górę.-Poszły powoli.
Marta od razu włączyła „zakazaną
płytę” brata. Zakazaną, bo były tam nagrane kawałki hiphopowe
z bardzo brzydkimi słowami, ale Marta słuchała jej zawsze, gdy
była sama w domu. Wiedziała, gdzie Tadek ją ma- zwykle w swoim
małym, sfatygowanym laptopie. Włożyła ją do swojej starej,
komunijnej wieży od wujka Jarka i z głośników popłynęły
dźwięki kawałka Pokoju z widokiem na wojnę „Moja pierwsza
dziewczyna”.
-Kręciła jointy, sypała koks robiła
driny, my braliśmy sos, zanim wpadły czarne...-Nawijała Marta
razem z Jurasem. Klaudia wpatrywała się w nią jak zahipnotyzowana.
Marta zaczęła ruszać się jak raperzy na teledyskach i wykrzykiwać
rytmicznie:-”Moja pierwsza dziewczyna zazdrośnica. Dziś uwodzi
małolatów, których sobą zachwyca. Moja pierwsza
dziewczyna to nie była dziewica. Moja pierwsza dziewczyna, zimna
suka, ulica!”
-Wolno ci słuchać takich
piosenek?-Zapytała zdziwiona Klaudia.
-Wolno, nie wolno... Mam gdzieś.
Zresztą to nie piosenka, to track, Klauduś. Podoba ci się?
-Nawet fajne. Nie znam w ogóle
takiej muzyki... Ale mogliby tak nie przeklinać...
-Zapytaj swoich rodziców o
bluzgi w muzyce. Pewnie ci coś na ten temat powiedzą.
-Tata mówił, że wulgaryzmy
jako dziedzina języka są bardzo słabo zbadane, ale podobno jest u
nich doktorantka, która się tym zajmuje. Wulgaryzmami i
slangiem w tekstach rapowych.
-Magister blokers!-Zaśmiała się
Marta.-Chodź, poszukamy tego, co miałyśmy... Ale gdzie by to
znaleźć.
-A ty jesteś pewna, że tego chcesz?
-Bardziej pewna, niż tego, że ten
Pitagoras od twierdzenia już od ładnych paru lat nie żyje.-Odparła
Marta. Obie ruszyły do dużego pokoju.-Rany, ale tu syf. Jak zwykle.
Czym oni się zajmują cały dzień to ja bladego pojęcia nie mam!
-A gdzie teraz wszyscy są?
-Mama w Urzędzie Pracy, Paula pewnie w
szkole, o ile tam dotarła, Jacek nie wiem gdzie i wcale mnie to nie
interesi tak szczerze mówiąc, Marcin w przedszkolu...
Jesteśmy same.
Na czarnej ławie stała popielniczka
pełna petów i kilka pustych butelek i leżało tam pełno
starych Super Expressów i Pań Domu. Łóżko było
niepościelone i leżały w nim skarpety faceta mamy. Marta skrzywiła
się z obrzydzeniem.
-Moja mami Panią Domu, a to ci
dopiero!-Zaśmiała się Marta, kartkując magazyn.-Klaudka, jak to
jest mieszkać w takim domu, jak w tej głupiej gazecie?
-Czy ja wiem? Chyba fajnie... Mogliby
tylko częściej tam być... Ale tata został prodziekanem i bez
przerwy przesiaduje na tej uczelni, a mama ciągle jeździ na jakieś
konferencje... A jak są w domu to sprawdzają jakieś prace.
Studenci wysyłają co jakiś czas po rozdziale magisterek i
licencjatów. Czasami myślę, że po co oni tak harują,
przecież już wszystko mamy! Po co jeszcze?
Na komodzie stała kolejna butelka po
piwie i zdjęcia wszystkich dzieciaków. Stare zdjęcia Tadka i
Pauliny (on całkiem mały, bez jednego zęba z przodu, ona pyzata i
w stroju księżniczki, całym różowym), mniej stare zdjęcie
Marty na tle wersalki, w pozie modelki i przedszkolne zdjęcie
Marcinka. Marta z lekkim wyrzutem sumienia otworzyła pierwszą
szufladę. Zawalone listami miłosnymi od nauczycieli Pauliny i
Tadka: „Córka otrzymała w bieżącym semestrze oceny
niedostateczne z następujących przedmiotów...”, list
informujący o wyrzuceniu jej najstarszego brata ze szkoły,
uzasadnienie tej decyzji, pisma od kuratorów i takie tam. Nic
ciekawego. Nic nowego. Były tam także pudełka po jakichś lekach.
W środkowej szufladzie między zdjęciami mamy z jakichś imprez,
zaplątały się czerwone, koronkowe majtki, które wyglądały
na stanowczo za małe i na nią, i na Paulinę. W trzeciej szufladzie
nieopisana teczka.
-Może nie otwieraj? Może to zostaw?
Nie wiem, czy wolno tak grzebać...-Poradziła Klaudia.-Ja bym nie
grzebała.
-Oj, bo ty jesteś inna niż ja. Poza
tym nie rozumiesz tej sytuacji. Ja strasznie chcę znaleźć tatę,
bo ja tu już w tym cyrku na kółkach nie wytrzymam. Wczoraj
znowu się Tadek poszarpał z tym cholernym Jackiem, ten gdzieś
uciekł, mama płakała, wyła normalnie... Później przylazła
ta wredna z góry i powiedziała, że wezwie policję, mama na
nią nawrzeszczała, że wszystko słyszy, jak do niej przyłazi ten
chłop i oni tam... No wiesz... Obie się zwyzywały od różnych
i ta stara powiedziała, że jesteśmy zakałą tego osiedla i ona
wszystko zrobi, żebyśmy trafili pod most albo na Dudziarską, bo
tam jest nasze miejsce. Klaudka, powiedz. Powiedz, czym ja zawiniłam?
-Niczym. To nie twoja wina. Dla mnie to
wszystko jest niesprawiedliwe. Tata mówi, że najlepsi ludzie
mają najgorzej. I ty właśnie jesteś najlepszym człowiekiem na
świecie.
-Yes, yes, yes! Ty, popatrz!-Zawołała
Marta.-Tu jest Pauliny akt urodzenia, może będzie i mój!
Rzeczywiście, był tam i jej akt
urodzenia, między innymi papierami. Z tryumfem trzymała go w
rękach, wymachiwała nim, podskakiwała.
-Klaudka! Ja mam tatę! Rozumiesz, dupo ty moja? Ja mam tatę! Ma na imię Piotr, urodził się 30 sierpnia 1976! Pomożesz mi teraz pochować
to wszystko?

