
Cześć! Co teraz czytam? "Złego" Tyrmanda, a wczoraj po dwudziestu stronach "Złego" (będąc prawie w połowie) naszła mnie chęć na powrót do "Buszującego w zbożu", czytanego co najmniej z pięć razy. Pierwszy raz przeczytałam ją w wieku piętnastu lat, jako lekturę szkolną, połknęłam całą podczas nocy zarwanej przez ból zęba. Wtedy po pierwsze wydawała mi się niesamowicie kontrowersyjna: nastolatek błąka się sam po mieście, pije, pali, klnie i spotyka się z prostytutkami, a jeszcze ten nauczyciel na końcu (wcześniej nie zetknęłam się z literaturą, w której pojawiłby się taki wątek- JAKI wątek, wie ten, kto czytał, nie będę robić tak chamskiego spoilera :)) i czuje, że otaczają go sami "kabotyni i kretyni". Po drugie: stała się dla mnie "świecką Biblią" i żałowałam, że nie mogę pogadać z Holdenem. Tak było przez cały okres dojrzewania. Gdy czytałam książkę krótko po dwudziestym roku życia, główny bohater irytował mnie niezmiernie. Gdy czytałam ją w nocy, kończąc za niewiele ponad tydzień dwadzieścia pięć lat, pomyślałam, że tu wcale nie chodzi o szlajanie się zbuntowanego nastolatka po mieście. To jest o samotności. To studium psychiki niezwykle samotnego człowieka, którego coś zżera w środku, który nigdzie nie znajduje dla siebie miejsca, nigdzie nie czuje się dobrze. I skleciłam w pięć minut coś takiego:
HOLDEN (dobranoc, kretyni!)
To było tak.
Założyłeś czerwoną dżokejkę
Daszkiem do tyłu.
Zapaliłeś papierosa.
Poszedłeś w miasto.
Dym szczypie w gardło,
Zimno-w ręce.
Dobranoc, kretyni!
Chciałeś z kimś pogadać.
Na próżno.
Błąkasz się, nie wiedząc,
Czy mała Jane nadal układa
Damy na warcabnicy.
Dobranoc, kretyni!
Cały ten świat!
Jaki to psychodeliczny cyrk.
Jaki to ludyczny, groteskowy jarmark!
Świat dzieli się na Ackleyów i
Stradlaterów.
No nie da się żyć, no nie da się.
No po prostu się nie da!
Dobranoc, kretyni!
Prostytutka, taksówkarz
I głupie prowincjuszki na potańcówce.
Maurice...
Wszystko przelatuje Ci przed oczami,
Gdy usiłujesz poskładać
Płytę z „Małą Shirley Beans”,
Tak samo chciałbyś
Poukładać i posklejać swoje życie.
Przed oczami przelatuje mała Phoebe na łyżwach,
Ruda czupryna Alika,
Jakby ktoś wrzucił Ci do głowy
Rękawicę z wypisanymi wierszami
I zbił oko jak szybę.
Ręka jeszcze do dziś boli.
Dobranoc, kretyni!
Ale Ty przecież wrócisz.
Ty wrócisz.
Ty tak nie wytrzymasz.
Ty wrócisz.