Wypocinki numer jeden :) Osadzone w klimatach wiosennej Warszawy, czyli mojej ulubionej Warszawy :)
Ona tańczyła do rana,
Widać było tylko
Jak wirowały czarne włosy,
Szalały, żyły własnym życiem.
I sukienka, której kolor
Trudno było dostrzec.
Pierwsza sukienka od lat.
Wolał ją w rurkach.
Tańczyła do rana.
Im bardziej wewnątrz
Zwijała się z bólu,
Tym szybciej,
Tym weselej wirowała.
On mógł tylko patrzeć,
Gdyby spojrzał w oczy,
Od razu
Spłonąłby na popiół.
Warszawa tętniła życiem,
Nad Wisłą trwał
Pierwszy wiosenny wieczór.
Ktoś się śmiał,
Ktoś płakał,
Ktoś śpiewał, idąc
W zielono-biało-czerwono-czarnym szaliku
Skądś wychynęła
Chuda nastolatka
W rozmazanym od płaczu
Smokey eyes.
Ona tańczyła do rana
W jakiejś niesamowitej, egzotycznej gorączce.
O szóstej rano
Ze znajomymi
Śmiali się i popijali z butelki
Szampana,
Czekając na swoje autobusy.
Pierwsze, poranne.
Warszawa zasypiała
Dopiero teraz.
Ludzie w odblaskowych ubraniach
Smętnie zamiatali
Confetti, szkło,
Serpentyny i pety.
Ona uśmiechała się najpiękniej.
Najwięcej i najpiękniej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz