Words, words, words.
(William Shakespeare, Hamlet)
Słowa, słowa, słowa
Wiesz, czasem marzy mi się,
Że jestem władczynią, królową
słów, słów, słów.
Królowa czegokolwiek musi
nienagannie wyglądać,
Więc ostatnio poświęcam dużo czasu
na dbanie o wygląd
Czasem wyobrażam sobie,
Że trzymam słowa, słowa, słowa
Na krótkiej smyczy,
Po prostu krótko za gardło, za
łeb
Ale też spuszczam, kiedy chcę.
Mogłabym nimi poszczuć.
Lub wpłynąć na ludzi,
Żeby zmienili poglądy czy coś,
Ale każdego dnia coraz mniej mi się
chce.
Mogłabym wzruszyć, wywołać litość
i trwogę
To już bardziej mi się chce.
Mogę też napisać najpiękniejszą modlitwę
I spróbować ubłagać Boga,
By zechciał lekko zmodyfikować
Swój plan co do mnie,
Ale nie wiem, czy się uda
O, zabić
Słowami, słowami, słowami
Też przecież można,
Ale ja nie umiem.
A jak będę chciała,
To napiszę byle jakie na kartce,
Wsadzę do kapelusza, wyciągnę
I sklecę zgrabną formę
Poetycką lub prozatorską.
Kto królowej słów, słów, słów
Zabroni?
Więc tylko panuję nad nimi w
milczeniu
Siedzę na tronie, który jest
kupą pogniecionych ciuchów
W trampkach i przekrzywionej koronie,
Czasem znowu garnek przypalę czy coś...
Okopuję się, walczę z szalonym
natłokiem myśli,
Które chcą mnie doprowadzić do
totalnego wariactwa.
I piszę słowa, słowa, słowa
I nie śni mi się wydać im polecenie,
By ścięły Alicji głowę.
Później trzeba poprawić
koronę,
Uśmiechnąć się
I reprezentować swoje małe,
zrujnowane księstwo.
Byle godnie i z szaconkiem.
Królowa czegokolwiek

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz